![]()
|
t
|
![]()
***
jego głodny krzyk towarzyszy mi wszędzie w każdym miejscu i w każdym śnie ciepłym mięsem karmię moje serce nieskończoność przepływa przeze mnie Halina Poświatowska
2010
***
Wołaj, aż ktoś usłyszy
Wołaj na przekór ciszy Wołaj w świat skuty mrokiem aż się otworzą źrenice okien. Wołaj, zaufaj sobie Wołaj, aż ktoś odpowie Wołaj do śpiących ludzi aż między nimi człowieka zbudzisz.
† O MNIE †
Imię: PaulinaData urodzenia: 25 listopada 1987 r. Ksywki: Yarrow (Yarr), Królik, Tanith, Tara E-mail: yarrow@op.pl GG: 3636962 Zainteresowania: fanka wszystkiego ![]() Muzyka: różna, bardzo różna -- od poezji śpiewanej po "łomot" Książki: cykl egipski Wilbura Smitha, "Ziemiomorze" UKLG, Wędrowycz Andrzeja Pilipiuka, "Wichrowe wzgórza" E. Bronte, "Sherlock Holmes" A. C. Doyle, "Biały Oleander" J. Fitch i absolutnie wszystko spod pióra JC Film: "Wichrowe wzgórza" z Fiennesem, "Zemsta Hebalończyka", "Podaj dalej", "Biały Oleander", "Kleopatra" z Leonor Varelą, "Willow", "Siódmy papirus", "Totalna magia", "Forrest Gump", "Armageddon", "Fanthagiro", "Sissy", "Braterstwo wilków", "Szósty zmysł", "Co kryje prawda", "Zaklęta w sokoła", "Siedem", "Underworld", "Eryk Wiking", "Wieczny student", "Dowcip", "Patch Addams", "Tomb Raider", "Markiza", "Żukosoczek", "Edward Nożycoręki", "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", "Fenomen", "Jeździec bez głowy" Seriale: "NCIS", "CSI", "Witchblade", "La femme Nikita", "ER", "Gliniarz i prokurator", "Drużyna A", "MacGyver", "X Files", "PSI Factor", "Largo", "Gliniarz z dżungli", "JAG", "Veronica Mars", "Andromeda", "Young Blades", "Diagnoza morderstwo" ![]()
![]() Miłość nie służy tylko celom swoim,
Rozkosz jej własna nic dla niej nie znaczy; Innych obdarza hojnie swym spokojem I umie Niebo wznieść w Piekieł rozpaczy. Tak zaśpiewała drobna Grudka Gliny, Gdy tratowały ją racice stada; Lecz Kamyk w strudze pośrodku doliny Piosnką w tym samym rytmie odpowiada: Miłość chce służyć tylko celom swoim Rozkosz swą własną z cudzych cierpień klei: Innych zaraża swoim niepokojem I umie Piekło wznieść w Niebios nadziei. William Blake ![]()
Linki
![]()
![]()
|
|
|
|||||
|
|
WILLIAM BLAKE
![]()
Dostrzec świat w ziarenku piasku
i niebo w polnym kwiecie, zamknąć nieskończoność w dłoni i wieczność w godzinie. William Blake
![]()
2010-02-03, 12:21:13 I znowu wielkie nic W związku z postepującym roztargnieniem, pan doktor zapomniał zabrać ze sobą nasze egzaminy i przez to wyników możemy się spodziewać najwcześniej w sobotę. Siedemdziesiąt prac w jeden wieczór? Szalony... albo będzie losował oceny ;] Jak ja tego nie znoszę, nie dość, że nie idzie mi z miłością i kartami, to w totka już totalnie :/ Wystarczy przypomnieć ekonomnię, cztery razy podchodziłam do egzaminu, a zaliczyłam i tak dopiero na poprawce, kiedy napisałam na kartce, że zgadzam się na wstawienie mi oceny dostatecznej. Paranoja. Na co komu te studia w ogóle :/ Teraz magistra może mieć każdy, a roboty i tak nie ma :/ A doktor z tym swoim "postępującym roztargnieniem" jest naprawdę uroczy (słodziak XD). Ma przynajmniej poczucie humoru, czego o innych wykładowcach powiedzieć się nie da, zwłaszcza tych z postępującym pęcznieniem ego :/ Nie, żebym źle mu życzyła, ale mam nadzieję, że w wakacje napadnie go rój rozwścieczonych pszczół i skuje mu to dupsko, obojętnie z której storny kręgosłupa to będzie :P Uczę się (teoretycznie) do literaturoznawstwa. Rozpracowałam alliteration dopiero -- shocker. jeszcze bardzo długa i wyboista droga przede mną, ale zanim o tej drodze, to sobie NCIS obejrzę :) Nie ma to jak herbata, Gibbs i Abs XD No i Duckman oczywiście :P A potem może przyszpilę Królika, jak się już wyLOSTuje po egzaminie :) Ostatnim już. Komu dobrze, ja się będę jeszcze męczyć i męczyć :/ Zwłaszcza z rolnym i podatkowym. Obejrzałam ceremonię rozdania nagród Grammy. Jakież to buractwo. Teraz się obejrzeli, że MJ robił genialną muzykę, z głębszym przesłaniem. "Ratujmy ziemię, zgodnie z przesłaniem Earth song", a kiedy MJ nagrał tę piosenkę? W zeszłym roku? Tak mnie denerwować w samo południe... plus to śpiewające stadko na scenie, geez. Horror. I kto do cholery pozwolił tańczyć tej ofermie, która najwyraźniej się za dobrze nie przygotowała, bo nie umiała zaprzeczyć grawitacji na parę sekund? Totalna porażka. Tyle w kwestii Grammy. PS. Wyprawa po fast food'a o 23:00 była ciekawym doświadczeniem. Przy temperaturze ujemnej fakt, że zapiekanka jest gorąca, ma naprawdę duże znaczenie :) zwłaszcza jeśli nie ma się rękawiczek, a pod kurtką ma się zaledwie górę od piżamy :P skomentuj (0) 2010-02-01, 09:49:30 I'm back! Naprawiłam komputer. Sama. Nawet udało mi się odzyskać dźwięk, więc teraz mogę rozpływać się przy ulubionych piosenkach, co właśnie robię... w związku z czym się w ogóle nie uczę, a egzaminów ci u mnie dostatek... nie wiem jak ja to wszystko pozaliczam. Chociaż podejrzewam, że sesja letnia będzie znacznie gorsza ;] Czekam na wyniki z literatury. Mają być dzisiaj. Już dwa razy sprawdziłam pocztę... mogłam podać swój adres e-mail, potem przesłałabym wyniki dalej, nie musiałabym się ciągle logować i wylogowywać :/ Jeśli się okaże, że połowa mojej grupy pozaliczała na oceny wysokie i wyższe; a większość z nich to zwyczajne jamochłony, które nie potrafią udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na żadne pytanie, to zmienię grupę. Nie będę się produkować w następnym semestrze ani ratować ich tyłków jak ostatnio. Nie będę. Innych atrakcji brak. Oddałam aparat mamie, bo siostra miała studniówkę i trzeba było zdjęcia popstrykać. Ufam, że sprzęt wróci do mnie w nienaruszonym stanie. Inaczej będzie bieda. Eh, byle przeżyć sesję... z resztą jakoś sobie poradzę. Kciuki trzymać! skomentuj (0) 2010-01-27, 18:34:10 JC again ;)
Że też on zawsze ma jakiś taki wiersz pod ręką, który sprawia, iż muszę długo zbierać szczękę z podłogi... w dosłownie niemym zachwycie...
After a while, you learn the subtle difference between holding a hand and
And you begin to learn that kisses aren't contracts and presents
You learn to build all your roads on today, because tomorrow's
After awhile, you learn that even sunshine burns if you get too much.
And you learn that you really can endure, that you really are strong. skomentuj (0) 2010-01-20, 10:48:05 Króliki zawsze mają pod górę :/ Zepsuł mi się komputer. Znowu. Dosłownie szlag człowieka może trafić, i to w kwadrans zaledwie. Wyczucie czasu dysk miał niesamowite, bo padł przed samą sesją... oczywiście wszystkie materiały pomocnicze mam na dysku i żadnej możliwości, aby się do nich dostać. Pięknie, po prostu pięknie. Dobrze, że moja współlokatorka pozwala mi korzystać ze swojego komputera, inaczej naprawdę byłoby nieciekawie... nieciekawiej niż jest teraz. Może w tygodniu coś wykombinuję, ale najpierw i tak muszę pogadać z rodzicami... Zamiast się uczyć, obijam się. Stos materiałów z literatury (z innych przedmiotów również, ale tylko literaturą się przejmuję -- to tak między nami :P) rośnie, a ja nie robię nic, aby się przez niego przebić. A powinnam, bo mam od groma zaliczeń w tym i następnym tygodniu, o sesji nie mówiąc. Zachciało mi się studiować :/ W ogóle to mam fretki w pokoju XD Fretki są własnością współlokatorki, ale w związku z tym, że posiadam większy pokój, siedzą u mnie. Małe śmierdziuchy... jednak trzeba im oddać, że są urocze. Wyglądają jakby się skradały przez większość czasu -- jest to tak zabawny widok, iż nie sposób się nie śmiać. Poza tym, wszędzie ich pełno. Dosłownie. Ich wielkim zainteresowaniem cieszą się moje włochate kapcie z pazurami i suszarka na pranie (tylko czekać aż zaczną się po niej wspinać i kraść skarpetki :P), hehehe. Ponoć z wiekiem maniery im się nie poprawiają, wręcz przeciwnie :P Strach się bać, co to dalej będzie... chociaż pewnie i tak doświadczanie tego mnie ominie, w końcu Janet w wakacje się wyprowadza. Szkoda, przyzwyczaiłam się już do niej... i naszych wieczornych rytuałów oglądania tandetnych telenowel, konsumpcji tostów z chleba z pestkami dyni i narzekania, że się nam niczego nie chce robić :P (zwłaszca to ostatnie się bardzo udziela). Dni mijają niesamowicie szybko, zwłaszcza ostatnio. Niby nie mam nic do roboty, ale jak przychodzi co do czego, to nieróbstwo zajmuje mi strasznie dużo czasu. Jak to było w tym powiedzonku? "I started with nothing and still have most of it left". Trafne :P Na szczęście jest Marlena :P Będzie miała teraz na mnie oko, żebym się brała za jakąś konkretną robotę, zamiast się tak obijać :P A po sesji pójdziemy na piwo. Nie ma to jak zimny Ciechan XD Tylko gardło muszę wyleczyć, bo picie ciepłego piwa jest niezdrowe :P No to idę na zajęcia z Integrated skills, dużo gadania, mało treści właściwej. Ostatnio oglądaliśmy film, zamiast opracowywać temat ;] Też zostanę wykładowcą akademickim :P A propos wykładowców. W październiku organizują konferencję naukową. Dlaczego nie pomyślą o biednych studentach? Wejściówka za ponad 200 zł (za dwa dni!)... za 200 zł to ja mogę sobie nad morzem siedzieć tydzień i co wieczór pić piwo, a nawet dwa i więcej, z Królikiem... Chociaż z drugiej strony, mam dziką ochotę na tę konferencję... chyba sponsora muszę znaleźć :P skomentuj (0) 2010-01-10, 23:55:03 Teoretycznie tak... W teorii, między teorią a praktyką nie ma różnicy. W praktyce jest. Tak więc uczę się, teoretycznie. Nie jestem w stanie się zebrać w sobie. Jutro będzie rzeźnia, a ja wciąż tu jestem. Obejrzałam dwa seriale wertując łacinę w tę i z powrotem. Coś tam umiem, ale bez „wzoru” daleko nie zajdę. Końcówki trzeba zwyczajnie wkuć na blachę, bo inaczej nic z tego nie będzie, niestety. Pocieszam się, że wciąż mam na to czas. Po raz kolejny, teoretycznie. W praktyce powinnam czytać historię i literaturę… historię literatury… w każdym razie, czytać, gdyż jedyna rzecz o jakiej mam pojęcie w tej chwili to epos heroiczny i William Blake, z tym, że z Blake’a nie będziemy odpytywani. Czyli guzik mi z tego. Za dwa tygodnie zaliczam własność intelektualną, niby nic trudnego, ale pewnie będę miała przeprawę, bo zwróciłam kobiecie uwagę, że czepia się do nas o coś, co nie wynika z naszej winy. Trywialność jej wyrzutów po prostu mnie zirytowała, choć szczerze mówiąc, sama nie wiem kiedy mi się wyrwał ten komentarz, ocknęłam się dopiero kiedy sołtys wydziałowy na mnie spojrzał. Z wyrzutem. Nie żebym się przejmowała, w końcu i tak mi nic nie zrobi, władzą absolutną nie jest. Studiowanie z młodszymi o kilka lat ludźmi chyba zaczyna powoli wychodzić, z pazurami, bo nagle zrobiłam się strasznie… źle nastawiona. Tomasz wie o tym najlepiej, bo w złośliwych komentarzach przeszłam samą siebie. Najwyraźniej znowu mam ludziowstręt. Kiepskie rozpoczęcie, nawet poniedziałku, i coś tak czuję po kościach, że lepiej nie będzie… (Ryba na pewno „poprawi” mi humor) do czwartku mi przejdzie, raczej J Powód oczywisty. skomentuj (1) 2010-01-08, 13:52:37 Przypadek patologiczny Mam dość tego wolnego, serdecznie dość. Jestem przeziębiona, nie mogę się ściągnąć z łóżka do dziewiątej, za naukę zabrać się nie potrafię, choć wiem, że muszę. Niestety, fonetyka i łacina mają to do siebie, iż same z siebie do głowy nie wchodzą. Cóż za pech… Chcę mieć już zajęcia, chcę powtarzalności zdarzeń i porządku tygodnia, bo teraz siedzę w totalnym rozgardiaszu i jestem… niezadowolona, krótko mówiąc. Z braku laku nabiłam punktów na 20 lvl w VW, a fonetyka jak leżała, tak leży. T. ma wpaść z noclegiem. Jakoś nie chce mi się go specjalnie oglądać przez weekend, ale skoro już się zgodziłam, to nie będę wszystkiego za pięć dwunasta odwoływać… choć już od samego myślenia o tym mi niedobrze… nie umiem się dzielić swoją przestrzenią życiową z facetem, nie umiem. Mam wrażenie, że mi… zasłania słońce. Tylko bez skojarzeń, to znajomy z roku, a nie mój facet. Moja teoria bytu nieparzystego jest jak najbardziej na czasie ;] Jeśli już o teoriach mowa, Piotrek sądzi, iż to najzwyklejsza w świecie chandra, a skoro tak, to powinnam sobie chlapnąć absyntu, bo absynt to lekarstwo na wszystko. Na samo wspomnienie o absyncie uśmiech wpełzł mi na twarz i trudno było się nie zgodzić, że absynt to zaiste panaceum, w dodatku o działaniu placebo – jeszcze do kielicha nie wlałam, a już mi błogo. Green changed to white, emerald to opal: nothing was changed. The man let the water trickle gently into his glass, and as the green clouded, a mist fell from his mind. Then he drank opaline. Memories and terrors beset him. The past tore after him like a panther and through the blackness of the present he saw the luminous tiger eyes of the things to be. But he drank opaline. And that obscure night of the soul, and the valley of humiliation, through which he stumbled, were forgotten. He saw blue vistas of undiscovered countries, high prospects and a quiet, caressing sea. The past shed its perfume over him to-day held his hand as if it were a little child, and to-morrow shone like a white star: nothing was changed. He drank opaline. The man had known the obscure night of the soul, and lay even now in the valley of humiliation; and the tiger menace of the things to be was red in the skies. But for a little while he had forgotten. Green changed to white, emerald to opal: nothing was changed. Po chwili stwierdzam, że poezja też ma takie właściwości. Na dobranoc będzie Eliot, bo dawno się z nim nie widzieliśmy. Lenistwo wykańcza moje komórki mózgowe lepiej niż niejeden alkohol, jedyną stymulacją intelektualną jaka mi pozostaje jest korespondencja... Skoro już o korespondencji mowa, to wystosowałam do Dott spory plik makulatury, będzie miała co robić, jak już wróci. W okresie świątecznym, poza czytaniem „Rozważnej i Romantycznej” (, przez którą przebrnęłam tylko dzięki temu, że wyobrażałam sobie Pułkownika Brandona jako Alana Rickmana) i konsumpcją, zajmowałam się głównie zaległą korespondencją. Na tego typu rozrywkę, jeśli nie brakuje akurat czasu, to brakuje weny :/ A teraz, idę na zakupy, bo to kolejna dobra wymówka, żeby się nie uczyć ;) skomentuj (0) 2009-12-18, 00:02:28 Na okoliczność czwartku Herbata zielona z pigwą i nagietkiem. Nie jest taka zła, choć wciąż nie umiem dawkować herbaty liściastej… jako dziecko „rozwiniętej” cywilizacji, przyzwyczajona jestem do ekspresówki… to po prostu wygodne; nie ma zabawy z fusami i zatkanym zlewem, gimnastyki nad koszem z klapką, celem wygrzebania fusów z zakamarków kubka…Dość już może o tej herbacie… Jest zima, w końcu. Pada śnieg, -12 w ciągu dnia, ile jest w nocy, nie chcę wiedzieć (choć podobno cieplej). Zima jak w mordę strzelił, znaczy, do parku się trzeba wybrać, wymrozić resztki mózgu, odmrozić kończyny i… odetchnąć. Hehehe, a to mi nasuwa ostatnie błyskotliwe stwierdzenie, na gramatyce, kiedy to weszłyśmy z Marleną do sali, gdzie były otwarte okna i przystąpiłyśmy do ich zamykania, zgodnie z teorią, że smród jeszcze nikogo nie zabił, za to mróz już dwie armie XD. Jestem taka zakręcona, że ogólnie nie wiem co się dzieje… tzn. wiem, iż dzisiaj jest czwartek. Czwartek to najlepszy dzień tygodnia. Mam zajęcia z pisania (idzie mi gorzej niż myślałam :P), no i literaturę (jedyne zajęcia, na które właściwie coś umiem… i to z marszu). A propos tych zajęć z literatury, to sobie dzisiaj poszłam do innej grupy, bo nam nieszczęśliwie przepadł Blade, a ja przecież nie mogłam go sobie darować. Więc wkręciłam się do Fifiego na ćwiczenia, po raz drugi obejrzałam ten sam film i momentami chciałam walić głową w ścianę… naprawdę nie rozumiem, co niektórzy ludzie robią na tych studiach. Zrobienie referatu metodą kopiuj-wklej to akurat nic dziwnego, ale żeby zrobić dwie wersje, z grubsza o tym samym? Geeez, ludzie, zacznijcie przebierać tymi szarymi komórkami (widać, nie każda szara masa ma coś wspólnego z mózgiem), czas najwyższy. Ogólnie, jestem poirytowana – poziom hormonów szaleje, ale po świętach zrobię z tym definitywnie porządek (Janet tego przypilnuje :P) – do tego jestem też bezdomna. Przyjechał gość na Gwiazdkę i zostałam bez pokoju, pięknie… a niech mi tylko ten gość zacznie coś przestawiać na półkach. Zniszczę. Moje rzeczy są absolutnie nietykalne. Stwierdziłam, że wyniosę się do babki i zajmę nauką, a potem wrócę do B-stoku, bo przecież „Awatar” sam się nie obejrzy ;] skomentuj (0) 2009-12-12, 09:18:05 Nie ma to jak blog JC z rana Alliance by Maya Stein “You have to make an alliance with your anguish,” he said, “not wage war against it.” And I thought of all the fists I had shaken at misfortune: games lost because the shot clock ran out, a good meal scorched in a forgotten oven, money dropped on a dress worn only once, the bully in 6th grade, the math test in 9th, the wrong outfit at Halloween. But of course, this isn’t what he meant.
If I were brave enough, I’d tell you how my heart skomentuj (0) 2009-12-03, 18:05:43 Nie ma to jak literatura
Jednak zajęcia z
literatury lubię na tych studiach najbardziej XD I nie chodzi już tylko o
wykładowcę, choć w dużej mierze to też jego zasługa… już począwszy od
cotygodniowej rozrywki i zakładów, czy Pan Wykładowca zrobi z Pana M*** Panią
M***, co nie wiedzieć czemu zawsze powoduje wybuch dzikiej radości. skomentuj (0) 2009-11-03, 12:25:20 Na święta...
A jego chcę na święta. Z tortem. skomentuj (1)
![]()
Kiedy noc odejdzie, słońce odrodzi się
a wody Nilu uniosą się... i opadną znowu... Smoki... ![]()
![]()
Smoki! Smoki są skąpe, zdradzieckie, bezlitosne i pozbawione skrupułów. Ale czy są złe? Kim jestem, aby sądzić czyny smoków?... Są mądrzejsze od ludzi. Z nimi jest jak ze snami (...). My ludzie śnimy sny, czynimy magię - robimy dobrze, robimy źle. Smoki nie śnią. One są snami. One nie czynią magii - to jest ich substancja, ich istota. One nie działają - one są.
"Najdalszy brzeg" Ursula K. Le Guin
![]()
Pieśń jednak głosi, że są wśród nas, również ci, którzy wiedzą, że kiedyś byli smokami. (...) Potężne skrzydlate istoty, dzikie, a przecież mądre: ludzkie umysły, smocze serca.
"Tehanu" Ursula K. Le Guin
![]()
|
|
|||||||