† Quod me nutrit, me destruit †






t






***

Moje serce jest zwierzęciem krwiożerczym
jego głodny krzyk towarzyszy mi wszędzie
w każdym miejscu i w każdym śnie
ciepłym mięsem karmię moje serce
nieskończoność przepływa przeze mnie
Halina Poświatowska

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad




***

Wołaj, aż ktoś usłyszy
Wołaj na przekór ciszy
Wołaj w świat skuty mrokiem
aż się otworzą źrenice okien.
Wołaj, zaufaj sobie
Wołaj, aż ktoś odpowie
Wołaj do śpiących ludzi
aż między nimi człowieka zbudzisz.


***



† O MNIE †
Imię: Paulina
Data urodzenia: 25 listopada 1987 r.
Ksywki: Yarrow (Yarr), Królik, Tanith, Tara
E-mail: yarrow@op.pl
GG: 3636962
Zainteresowania: fanka wszystkiego




Muzyka: różna, bardzo różna -- od poezji śpiewanej po "łomot"

Książki: cykl egipski Wilbura Smitha, "Ziemiomorze" UKLG, Wędrowycz Andrzeja Pilipiuka, "Wichrowe wzgórza" E. Bronte, "Sherlock Holmes" A. C. Doyle, "Biały Oleander" J. Fitch i absolutnie wszystko spod pióra JC

Film: "Wichrowe wzgórza" z Fiennesem, "Zemsta Hebalończyka", "Podaj dalej", "Biały Oleander", "Kleopatra" z Leonor Varelą, "Willow", "Siódmy papirus", "Totalna magia", "Forrest Gump", "Armageddon", "Fanthagiro", "Sissy", "Braterstwo wilków", "Szósty zmysł", "Co kryje prawda", "Zaklęta w sokoła", "Siedem", "Underworld", "Eryk Wiking", "Wieczny student", "Dowcip", "Patch Addams", "Tomb Raider", "Markiza", "Żukosoczek", "Edward Nożycoręki", "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", "Fenomen", "Jeździec bez głowy"

Seriale: "NCIS", "CSI", "Witchblade", "La femme Nikita", "ER", "Gliniarz i prokurator", "Drużyna A", "MacGyver", "X Files", "PSI Factor", "Largo", "Gliniarz z dżungli", "JAG", "Veronica Mars", "Andromeda", "Young Blades", "Diagnoza morderstwo"


Jestem trochę jak mała rybka, która pływa w czystym strumieniu - bezbronna, ale nie można mnie złapać...



Miłość nie służy tylko celom swoim,
Rozkosz jej własna nic dla niej nie znaczy;
Innych obdarza hojnie swym spokojem
I umie Niebo wznieść w Piekieł rozpaczy.

Tak zaśpiewała drobna Grudka Gliny,
Gdy tratowały ją racice stada;
Lecz Kamyk w strudze pośrodku doliny
Piosnką w tym samym rytmie odpowiada:

Miłość chce służyć tylko celom swoim
Rozkosz swą własną z cudzych cierpień klei:
Innych zaraża swoim niepokojem
I umie Piekło wznieść w Niebios nadziei.
William Blake



Linki
BASH Zaśmiewam się do łez
KTEB Zdumiewająco często odwiedzam...
Blog JC Zaczytuję się
FanFiction Czytam regularnie








Psychotesty




What Flavour Are You? I taste of Death.I taste of Death.

Doesn't everyone want a taste of death? Well they should. Most people deserve death. Keep away from me unless you think you're better than that. I probably won't like you.

If I wasn't Death I'd be Lemon
What Flavour Are You? Mmm, I am Lemon Flavoured.Mmm, I am Lemon Flavoured.

I am bitter and twisted. Expect from me acerbic humour and sharp commentary. While I may seem nasty at first, I'm actually quite good company if I like you, so long as you don't mind a bit of cutting to the chase.

blog.pl

WILLIAM BLAKE

Dostrzec świat w ziarenku piasku
i niebo w polnym kwiecie,
zamknąć nieskończoność w dłoni
i wieczność w godzinie.
William Blake




It matters not how straight the gate How charged with punishments the scroll I am the master of my fate I am the captain of my soul
It matters not how straight the gate How charged with punishments the scroll I am the master of my fate I am the captain of my soul
It matters not how straight the gate How charged with punishments the scroll I am the master of my fate I am the captain of my soul
It matters not how straight the gate How charged with punishments the scroll I am the master of my fate I am the captain of my soul








2010-02-08, 16:27:20 Nie ma to jak sesja

 I dwa egzaminy jednego dnia. Jak zawalę, jaja urwę sołtysowi (jeśli je w ogóle ma). Grafik sesji dawno miał do wglądu to chodził i się numerami telefonów zajmował, a tu raptem niespodzianka, bo okazało się, że terminy główne mamy jeden po drugim ;] Oczywiście sołtys jest najbardziej oburzony, chociaż zalicza wszystko nie posiadając żadnej wiedzy (za to dysponując pokaźnymi zasobami ;])...
 Eh, nie ma co, chcesz sprawiedliwości, idź do burdelu, chcesz, żeby ktoś cię wydymał, idź na egzamin ;]

 Ogólnie jest mi teraz błogo... dwa egzaminy w jeden dzień... studiować się zachciało... dwa kierunki...

 Szlag.

 No nic, do ciężkiej pracy, rodacy... i powodzenia Nam życzę na egzaminie ;]
skomentuj (0)



2010-02-03, 12:21:13 I znowu wielkie nic

 W związku z postepującym roztargnieniem, pan doktor zapomniał zabrać ze sobą nasze egzaminy i przez to wyników możemy się spodziewać najwcześniej w sobotę. Siedemdziesiąt prac w jeden wieczór? Szalony... albo będzie losował oceny ;] Jak ja tego nie znoszę, nie dość, że nie idzie mi z miłością i kartami, to w totka już totalnie :/ Wystarczy przypomnieć ekonomnię, cztery razy podchodziłam do egzaminu, a zaliczyłam i tak dopiero na poprawce, kiedy napisałam na kartce, że zgadzam się na wstawienie mi oceny dostatecznej.
 Paranoja. Na co komu te studia w ogóle :/ Teraz magistra może mieć każdy, a roboty i tak nie ma :/

 A doktor z tym swoim "postępującym roztargnieniem" jest naprawdę uroczy (słodziak XD). Ma przynajmniej poczucie humoru, czego o innych wykładowcach powiedzieć się nie da, zwłaszcza tych z postępującym pęcznieniem ego :/ Nie, żebym źle mu życzyła, ale mam nadzieję, że w wakacje napadnie go rój rozwścieczonych pszczół i skuje mu to dupsko, obojętnie z której storny kręgosłupa to będzie :P

 Uczę się (teoretycznie) do literaturoznawstwa. Rozpracowałam alliteration dopiero -- shocker. jeszcze bardzo długa i wyboista droga przede mną, ale zanim o tej drodze, to sobie NCIS obejrzę :) Nie ma to jak herbata, Gibbs i Abs XD No i Duckman oczywiście :P
 A potem może przyszpilę Królika, jak się już wyLOSTuje po egzaminie :) Ostatnim już. Komu dobrze, ja się będę jeszcze męczyć i męczyć :/ Zwłaszcza z rolnym i podatkowym.

 Obejrzałam ceremonię rozdania nagród Grammy. Jakież to buractwo. Teraz się obejrzeli, że MJ robił genialną muzykę, z głębszym przesłaniem. "Ratujmy ziemię, zgodnie z przesłaniem Earth song", a kiedy MJ nagrał tę piosenkę? W zeszłym roku? Tak mnie denerwować w samo południe... plus to śpiewające stadko na scenie, geez. Horror.
 I kto do cholery pozwolił tańczyć tej ofermie, która najwyraźniej się za dobrze nie przygotowała, bo nie umiała zaprzeczyć grawitacji na parę sekund?
 Totalna porażka. Tyle w kwestii Grammy.

PS. Wyprawa po fast food'a o 23:00 była ciekawym doświadczeniem. Przy temperaturze ujemnej fakt, że zapiekanka jest gorąca, ma naprawdę duże znaczenie :) zwłaszcza jeśli nie ma się rękawiczek, a pod kurtką ma się zaledwie górę od piżamy :P
skomentuj (0)



2010-02-01, 09:49:30 I'm back!

 Naprawiłam komputer. Sama. Nawet udało mi się odzyskać dźwięk, więc teraz mogę rozpływać się przy ulubionych piosenkach, co właśnie robię... w związku z czym się w ogóle nie uczę, a egzaminów ci u mnie dostatek... nie wiem jak ja to wszystko pozaliczam. Chociaż podejrzewam, że sesja letnia będzie znacznie gorsza ;]
 Czekam na wyniki z literatury. Mają być dzisiaj. Już dwa razy sprawdziłam pocztę... mogłam podać swój adres e-mail, potem przesłałabym wyniki dalej, nie musiałabym się ciągle logować i wylogowywać :/ Jeśli się okaże, że połowa mojej grupy pozaliczała na oceny wysokie i wyższe; a większość z nich to zwyczajne jamochłony, które nie potrafią udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi na żadne pytanie, to zmienię grupę. Nie będę się produkować w następnym semestrze ani ratować ich tyłków jak ostatnio. Nie będę.

 Innych atrakcji brak. Oddałam aparat mamie, bo siostra miała studniówkę i trzeba było zdjęcia popstrykać. Ufam, że sprzęt wróci do mnie w nienaruszonym stanie. Inaczej będzie bieda.

 Eh, byle przeżyć sesję... z resztą jakoś sobie poradzę. Kciuki trzymać!
skomentuj (0)



2010-01-27, 18:34:10 JC again ;)

 Że też on zawsze ma jakiś taki wiersz pod ręką, który sprawia, iż muszę długo zbierać szczękę z podłogi... w dosłownie niemym zachwycie...
 Uwielbiam.

AFTER AWHILE
By Veronica Shoffstall

After a while, you learn the subtle difference between holding a hand and
chaining a soul. You learn that love doesn't mean leaning and company
doesn't always mean security.

And you begin to learn that kisses aren't contracts and presents
aren't promises. You begin to accept your defeats with your head up and your eyes ahead –
with the grace of an adult and not the grief of a child.

You learn to build all your roads on today, because tomorrow's
ground is too uncertain for plans, and futures have a way of falling
down in mid-flight.

After awhile, you learn that even sunshine burns if you get too much.
So, you plant your own garden and decorate your own soul,
Instead of waiting for someone to bring you flowers.

And you learn that you really can endure, that you really are strong.
And you really do have worth. And you learn .....
And you learn. With every goodbye, you learn.


skomentuj (0)



2010-01-20, 10:48:05 Króliki zawsze mają pod górę :/

 Zepsuł mi się komputer.
 Znowu.
 Dosłownie szlag człowieka może trafić, i to w kwadrans zaledwie. Wyczucie czasu dysk miał niesamowite, bo padł przed samą sesją... oczywiście wszystkie materiały pomocnicze mam na dysku i żadnej możliwości, aby się do nich dostać. Pięknie, po prostu pięknie. Dobrze, że moja współlokatorka pozwala mi korzystać ze swojego komputera, inaczej naprawdę byłoby nieciekawie... nieciekawiej niż jest teraz.
 Może w tygodniu coś wykombinuję, ale najpierw i tak muszę pogadać z rodzicami...

 Zamiast się uczyć, obijam się. Stos materiałów z literatury (z innych przedmiotów również, ale tylko literaturą się przejmuję -- to tak między nami :P) rośnie, a ja nie robię nic, aby się przez niego przebić. A powinnam, bo mam od groma zaliczeń w tym i następnym tygodniu, o sesji nie mówiąc. Zachciało mi się studiować :/

 W ogóle to mam fretki w pokoju XD Fretki są własnością współlokatorki, ale w związku z tym, że posiadam większy pokój, siedzą u mnie. Małe śmierdziuchy... jednak trzeba im oddać, że są urocze. Wyglądają jakby się skradały przez większość czasu -- jest to tak zabawny widok, iż nie sposób się nie śmiać. Poza tym, wszędzie ich pełno. Dosłownie. Ich wielkim zainteresowaniem cieszą się moje włochate kapcie z pazurami i suszarka na pranie (tylko czekać aż zaczną się po niej wspinać i kraść skarpetki :P), hehehe. Ponoć z wiekiem maniery im się nie poprawiają, wręcz przeciwnie :P Strach się bać, co to dalej będzie... chociaż pewnie i tak doświadczanie tego mnie ominie, w końcu Janet w wakacje się wyprowadza.
 Szkoda, przyzwyczaiłam się już do niej... i naszych wieczornych rytuałów oglądania tandetnych telenowel, konsumpcji tostów z chleba z pestkami dyni i narzekania, że się nam niczego nie chce robić :P (zwłaszca to ostatnie się bardzo udziela).

 Dni mijają niesamowicie szybko, zwłaszcza ostatnio. Niby nie mam nic do roboty, ale jak przychodzi co do czego, to nieróbstwo zajmuje mi strasznie dużo czasu. Jak to było w tym powiedzonku? "I started with nothing and still have most of it left". Trafne :P
 Na szczęście jest Marlena :P Będzie miała teraz na mnie oko, żebym się brała za jakąś konkretną robotę, zamiast się tak obijać :P A po sesji pójdziemy na piwo. Nie ma to jak zimny Ciechan XD Tylko gardło muszę wyleczyć, bo picie ciepłego piwa jest niezdrowe :P

 No to idę na zajęcia z Integrated skills, dużo gadania, mało treści właściwej. Ostatnio oglądaliśmy film, zamiast opracowywać temat ;] Też zostanę wykładowcą akademickim :P
 A propos wykładowców. W październiku organizują konferencję naukową. Dlaczego nie pomyślą o biednych studentach? Wejściówka za ponad 200 zł (za dwa dni!)... za 200 zł to ja mogę sobie nad morzem siedzieć tydzień i co wieczór pić piwo, a nawet dwa i więcej, z Królikiem...
 Chociaż z drugiej strony, mam dziką ochotę na tę konferencję... chyba sponsora muszę znaleźć :P
skomentuj (0)



2010-01-10, 23:55:03 Teoretycznie tak...

 W teorii, między teorią a praktyką nie ma różnicy. W praktyce jest.
 Tak więc uczę się, teoretycznie.

 Nie jestem w stanie się zebrać w sobie. Jutro będzie rzeźnia, a ja wciąż tu jestem. Obejrzałam dwa seriale wertując łacinę w tę i z powrotem. Coś tam umiem, ale bez „wzoru” daleko nie zajdę. Końcówki trzeba zwyczajnie wkuć na blachę, bo inaczej nic z tego nie będzie, niestety. Pocieszam się, że wciąż mam na to czas. Po raz kolejny, teoretycznie.
 W praktyce powinnam czytać historię i literaturę… historię literatury… w każdym razie, czytać, gdyż jedyna rzecz o jakiej mam pojęcie w tej chwili to epos heroiczny i William Blake, z tym, że z Blake’a nie będziemy odpytywani. Czyli guzik mi z tego.
 Za dwa tygodnie zaliczam własność intelektualną, niby nic trudnego, ale pewnie będę miała przeprawę, bo zwróciłam kobiecie uwagę, że czepia się do nas o coś, co nie wynika z naszej winy. Trywialność jej wyrzutów po prostu mnie zirytowała, choć szczerze mówiąc, sama nie wiem kiedy mi się wyrwał ten komentarz, ocknęłam się dopiero kiedy sołtys wydziałowy na mnie spojrzał. Z wyrzutem.
 Nie żebym się przejmowała, w końcu i tak mi nic nie zrobi, władzą absolutną nie jest.
 Studiowanie z młodszymi o kilka lat ludźmi chyba zaczyna powoli wychodzić, z pazurami, bo nagle zrobiłam się strasznie… źle nastawiona. Tomasz wie o tym najlepiej, bo w złośliwych komentarzach przeszłam samą siebie.
 Najwyraźniej znowu mam ludziowstręt. Kiepskie rozpoczęcie, nawet poniedziałku, i coś tak czuję po kościach, że lepiej nie będzie… (Ryba na pewno „poprawi” mi humor) do czwartku mi przejdzie, raczej
J Powód oczywisty.
skomentuj (1)



2010-01-08, 13:52:37 Przypadek patologiczny

  Mam dość tego wolnego, serdecznie dość. Jestem przeziębiona, nie mogę się ściągnąć z łóżka do dziewiątej, za naukę zabrać się nie potrafię, choć wiem, że muszę. Niestety, fonetyka i łacina mają to do siebie, iż same z siebie do głowy nie wchodzą. Cóż za pech…
 Chcę mieć już zajęcia, chcę powtarzalności zdarzeń i porządku tygodnia, bo teraz siedzę w totalnym rozgardiaszu i jestem… niezadowolona, krótko mówiąc. Z braku laku nabiłam punktów na 20 lvl w VW, a fonetyka jak leżała, tak leży.

 T. ma wpaść z noclegiem. Jakoś nie chce mi się go specjalnie oglądać przez weekend, ale skoro już się zgodziłam, to nie będę wszystkiego za pięć dwunasta odwoływać… choć już od samego myślenia o tym mi niedobrze… nie umiem się dzielić swoją przestrzenią życiową z facetem, nie umiem. Mam wrażenie, że mi… zasłania słońce.
 Tylko bez skojarzeń, to znajomy z roku, a nie mój facet. Moja teoria bytu nieparzystego jest jak najbardziej na czasie ;]

 Jeśli już o teoriach mowa, Piotrek sądzi, iż to najzwyklejsza w świecie chandra, a skoro tak, to powinnam sobie chlapnąć absyntu, bo absynt to lekarstwo na wszystko. Na samo wspomnienie o absyncie uśmiech wpełzł mi na twarz i trudno było się nie zgodzić, że absynt to zaiste panaceum, w dodatku o działaniu placebo – jeszcze do kielicha nie wlałam, a już mi błogo.

Green changed to white, emerald to
opal: nothing was changed.

The man let the water trickle gently
into his glass, and as the green clouded,
a mist fell from his mind.

Then he drank opaline.

Memories and terrors beset him. The
past tore after him like a panther and
through the blackness of the present he
saw the luminous tiger eyes of the things
to be.

But he drank opaline.

And that obscure night of the soul,
and the valley of humiliation, through
which he stumbled, were forgotten. He
saw blue vistas of undiscovered countries,
high prospects and a quiet, caressing
sea. The past shed its perfume over
him to-day held his hand as if it were a
little child, and to-morrow shone like a
white star: nothing was changed.

He drank opaline.

The man had known the obscure
night of the soul, and lay even now in
the valley of humiliation; and the tiger
menace of the things to be was red in
the skies. But for a little while he had
forgotten.

Green changed to white, emerald to
opal: nothing was changed.

 
Po chwili stwierdzam, że poezja też ma takie właściwości. Na dobranoc będzie Eliot, bo dawno się z nim nie widzieliśmy. Lenistwo wykańcza moje komórki mózgowe lepiej niż niejeden alkohol, jedyną stymulacją intelektualną jaka mi pozostaje jest korespondencja...
 Skoro już o korespondencji mowa, to wystosowałam do Dott spory plik makulatury, będzie miała co robić, jak już wróci. W okresie świątecznym, poza czytaniem „Rozważnej i Romantycznej” (, przez którą przebrnęłam tylko dzięki temu, że wyobrażałam sobie Pułkownika Brandona jako Alana Rickmana) i konsumpcją, zajmowałam się głównie zaległą korespondencją. Na tego typu rozrywkę, jeśli nie brakuje akurat czasu, to brakuje weny :/

 A teraz, idę na zakupy, bo to kolejna dobra wymówka, żeby się nie uczyć ;)

skomentuj (0)



2009-12-18, 00:02:28 Na okoliczność czwartku

  Herbata zielona z pigwą i nagietkiem.
 Nie jest taka zła, choć wciąż nie umiem dawkować herbaty liściastej… jako dziecko „rozwiniętej” cywilizacji, przyzwyczajona jestem do ekspresówki… to po prostu wygodne; nie ma zabawy z fusami i zatkanym zlewem, gimnastyki nad koszem z klapką, celem wygrzebania fusów z zakamarków kubka…Dość już może o tej herbacie…

 Jest zima, w końcu. Pada śnieg, -12 w ciągu dnia, ile jest w nocy, nie chcę wiedzieć (choć podobno cieplej). Zima jak w mordę strzelił, znaczy, do parku się trzeba wybrać, wymrozić resztki mózgu, odmrozić kończyny i… odetchnąć. Hehehe, a to mi nasuwa ostatnie błyskotliwe stwierdzenie, na gramatyce, kiedy to weszłyśmy z Marleną do sali, gdzie były otwarte okna i przystąpiłyśmy do ich zamykania, zgodnie z teorią, że smród jeszcze nikogo nie zabił, za to mróz już dwie armie XD.

 Jestem taka zakręcona, że ogólnie nie wiem co się dzieje… tzn. wiem, iż dzisiaj jest czwartek. Czwartek to najlepszy dzień tygodnia. Mam zajęcia z pisania (idzie mi gorzej niż myślałam :P), no i literaturę (jedyne zajęcia, na które właściwie coś umiem… i to z marszu).
 A propos tych zajęć z literatury, to sobie dzisiaj poszłam do innej grupy, bo nam nieszczęśliwie przepadł Blade, a ja przecież nie mogłam go sobie darować. Więc wkręciłam się do Fifiego na ćwiczenia, po raz drugi obejrzałam ten sam film i momentami chciałam walić głową w ścianę… naprawdę nie rozumiem, co niektórzy ludzie robią na tych studiach. Zrobienie referatu metodą kopiuj-wklej to akurat nic dziwnego, ale żeby zrobić dwie wersje, z grubsza o tym samym? Geeez, ludzie, zacznijcie przebierać tymi szarymi komórkami (widać, nie każda szara masa ma coś wspólnego z mózgiem), czas najwyższy.

 Ogólnie, jestem poirytowana – poziom hormonów szaleje, ale po świętach zrobię z tym definitywnie porządek (Janet tego przypilnuje :P) – do tego jestem też bezdomna. Przyjechał gość na Gwiazdkę i zostałam bez pokoju, pięknie… a niech mi tylko ten gość zacznie coś przestawiać na półkach. Zniszczę. Moje rzeczy są absolutnie nietykalne.
 Stwierdziłam, że wyniosę się do babki i zajmę nauką, a potem wrócę do B-stoku, bo przecież „Awatar” sam się nie obejrzy ;]

skomentuj (0)



2009-12-12, 09:18:05 Nie ma to jak blog JC z rana

Alliance
by Maya Stein

“You have to make an alliance with your anguish,” he said,
“not wage war against it.” And I thought of all the fists
I had shaken at misfortune: games lost
because the shot clock ran out,
a good meal scorched in a forgotten oven,
money dropped on a dress worn only once,
the bully in 6th grade, the math test in 9th,
the wrong outfit at Halloween.
But of course, this isn’t what he meant.

If I were brave enough, I’d tell you how my heart
has raged for love, stretched thin as a high wire.
If I were brave enough, I’d tell you
how my body has been fighting to stay upright
on every precipitous downhill the city
throws at it. If I were brave enough,
I’d climb into your lap and weep with longing.
All I can say is that any attempt at beauty and hope
is land-mined with failure.
And so the perilous track-making begins.
Wending our way through,
there are possible clutches at sunlight, at windows, at yes.
We are each of us inches from death.
We are each of us inches from life.
We are each of us inches from one another.


skomentuj (0)



2009-12-03, 18:05:43 Nie ma to jak literatura

 Jednak zajęcia z literatury lubię na tych studiach najbardziej XD I nie chodzi już tylko o wykładowcę, choć w dużej mierze to też jego zasługa… już począwszy od cotygodniowej rozrywki i zakładów, czy Pan Wykładowca zrobi z Pana M*** Panią M***, co nie wiedzieć czemu zawsze powoduje wybuch dzikiej radości.
 Zwłaszcza u mnie.

 Scenki rodzajowe:
P.W. – To kto zrobi referat o gothic fiction? Nikt? To może pierwsza osoba z listy? Pani M***?
ja – Uh, nie, ja już…
P.W. – A, pani się na Blake’a zasadza.
ja <zgryz> - Ta, zasadzam się ;]
P.W. – To może pan M***?
p.M*** - O Boże!
P.W. – So, gothic…
p. M*** - Cooo?

P.W. – Czy postawa Miltona była skromna czy pełna pychy?
Student1 – Pełna pychy…
ja – Skromna…
P.W. – Nie, pełna pychy…
ja – Ale przecież wzywa w inwokacji ducha świętego i prosi o boską pomoc…?
P.W. – Yyyyy… to znaczy,… no tak, ale nie…
Student2 do mnie – Weź ty go nie stresuj…

Student1 – To co to właściwie znaczy, „The Rape of the Lock”?
P.W. – Tu chodzi o…
Student2 – Gwałt na kłódce.

P.W. – Był też pewien błąd wynikający z ignorancji tłumacza, w zdaniu „Pope’s The Rape on the Lock”, co zostało przetłumaczone jako papieża gwałt na Locku…
ja – A może chodziło o Borgię?
StudentHistoryk – Z całą pewnością.
ja – Mogło być gorzej, mógł przetłumaczyć papieża Aleksandra gwałt na zamku.

Student1 – Czyli Lock należy rozumieć jako… tzn., bo lock to może być na przykład zamek albo…
P.W. – Chodzi o loki, włosy…
Student1 – Tak? Bo jest też np. coś takiego jak warlock…
ja – Jest też coś takiego jak John Lock.

P.W. – Do czego tyczy się ten opis z pieśni?
Student1 – Parodia Biblii?
ja – Parodia „Raju utraconego” Miltona?
Marlena – Czyli to nie przypadek, że te utwory są zestawione…
p. M*** - Tak, to parodia Miltona!
ja – Dzięki, teraz wiemy na pewno!


skomentuj (0)



2009-11-03, 12:25:20 Na święta...

 A jego chcę na święta. Z tortem.

 Nie musi być zapakowany... ;)

http://www.team-ncis.com/album_pic.php?pic_id=18177

 // Zajęta jestem, choć przyznaję, że czas na oglądanie NCIS znajduję... no i House'a, Fringe i Bones, więc naturalnie na resztę rzeczy nie mam czasu, bo przy dwóch kierunkach i tak niewiele go zostaje. Zamiast użerać się z ludźmi, siedzę w pokoju i oglądam seriale. Czasem urwę się z Janet do pokoju obok, do Pana T., na TV, ale coś ostatnio marudził, że pilot leżał w złym miejscu... to i problem ma. Niech się cieszy, że wafelki chociaż na miejscu zostały...

 We czwartek idę do kina, na "This is It", bo jak mogłabym nie iść? Niby prędzej czy później będzie można to sobie ściągnąć, ale co duży ekran, to nie monitor. Mogę jeść suchary tydzień, ale do kina pójdę :)

http://www.youtube.com/watch?v=cyrkcz7msfY

 W kanciapce spokój, na studiach z grubsza też. Gramatyka mnie wykończy w końcu, choć żywię niezdrowe zainteresowanie osobą prowadzącego zajęcia… to samo mam zresztą na historii i na literaturze… na literaturze głupawka podwójna, bo wykładowca zajeżdża trochę Housem, i nie tylko ja to zauważyłam (przynajmniej wiem, że sobie nie wyobrażam niektórych rzeczy XD). Grupa też przejdzie, tylko to wszystko to straszna młodzież, przy której czuję się dość staro. Chociaż ma to swoje plusy -- nikt mi nie podskakuje, kiedy mówię, że czegoś nie zrobię. Nie jestem z Caritasu.

 A teraz wracam do edukowania się ;)


skomentuj (1)





Kleopatra


Kiedy noc odejdzie, słońce odrodzi się
a wody Nilu uniosą się... i opadną znowu...




Smoki...

Ten zachwycający lot wyrażał całą chwałę nieśmiertelności. Piękno smoków tkwiło w straszliwej sile, pierwotnej dzikości i rozumnym wdzięku. Były to myślące stworzenia, obdarzone mową i prastarą wiedzą.

Smoki! Smoki są skąpe, zdradzieckie, bezlitosne i pozbawione skrupułów. Ale czy są złe? Kim jestem, aby sądzić czyny smoków?... Są mądrzejsze od ludzi. Z nimi jest jak ze snami (...). My ludzie śnimy sny, czynimy magię - robimy dobrze, robimy źle. Smoki nie śnią. One są snami. One nie czynią magii - to jest ich substancja, ich istota. One nie działają - one są.
"Najdalszy brzeg" Ursula K. Le Guin

Pieśń jednak głosi, że są wśród nas, również ci, którzy wiedzą, że kiedyś byli smokami. (...) Potężne skrzydlate istoty, dzikie, a przecież mądre: ludzkie umysły, smocze serca.
"Tehanu" Ursula K. Le Guin